dnd, d&d dungeons and dragons
 
Snarry World
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d MENU dungeons and dragons
 
Strona Główna ˇ Desiderium Intimum ˇ Desiderium Intimum Trailers ˇ Tłumaczenia ˇ Forum ˇ Kategorie Newsów ˇ Szukaj
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d
Nasza twórczość/Our stuff
dungeons and dragons
 
Desiderium Intimum
Desiderium Intimum In Other Languages
Desiderium Intimum Soundtrack
Desiderium Intimum Trailers
Desiderium Intimum Arts
Inne Ficki
Tłumaczenia
Videos by Ariel & Gobuss
Videos by Ariel Lindt
Videos by Gobuss
Contests
Awards
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Gdzie można nas znaleźć/Where you can find us
dungeons and dragons
 
YouTube Ariel
YouTube Gobuss
Last Ariel & Gobuss
Livejournal
Contact
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Spis Snarry Fanfiction
dungeons and dragons
 
Snarry od A do Z
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Polecane/Recommended
dungeons and dragons
 
Fanfics
Arts
Videos
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Grupy Snarry World
dungeons and dragons
 
Last FM
Facebook
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Nawigacja
dungeons and dragons
 
Strona Główna
Forum
Kategorie Newsów
Artykuły
Buttony do Snarry World
Statystyki
Szukaj
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Na Forum
dungeons and dragons
 
Najnowsze Tematy
Poznajmy się
Fickowa pikanteria ;)
Co o waszych zainter...
Queer As Folk
FF, które nas powali...
Najciekawsze Tematy
Dialogi Genialne [153]
Poznajmy się [115]
Potterowe dziury [112]
FF, które nas pow... [107]
Sny, wizje itp. [66]
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Online
dungeons and dragons
 
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 4,099
Najnowszy Użytkownik: Mjutpl7
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Liczba odwiedzin Number of views
dungeons and dragons
 
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Księga Gości Guest Book
dungeons and dragons
 
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Our Snarry Videos
dungeons and dragons
 

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
WAŻNA INFORMACJA
dungeons and dragons
 
Jeżeli masz problem z zamieszczeniem komentarza, to prześlij go nam na PW albo na e-mail: ariel_lindt@wp.pl

If you're from another country and you've registered, send us an e-mail with your login, so we can activate your account.


Nie wyrażamy zgody na kopiowanie i umieszczanie naszych ficków i tłumaczeń na chomikach itp.

Ariel & Gobuss
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Rozdział 70 Part 1 - "The Lion and The Serpent"
dungeons and dragons
 
Cztery i pół roku zajęło nam dotarcie do tego miejsca. To była bardzo długa, trudna, najeżona przeciwnościami, ale jednocześnie najwspanialsza podróż, jaką odbyłyśmy. Dziękujemy Wam za to, że towarzyszyliście nam w tej podróży, jeżeli nie w całej, to przynajmniej na niektórych odcinkach, karmiąc nas weną, podtrzymując wiarę w to, że damy radę i otwierając przed nami swoje serca. To była przyjemność podarowywać Wam uśmiech, wzruszenia i emocje. Kiedy zaczynałyśmy, DI było jedynie projekcją naszych wspólnych wyobrażeń i marzeń, których zawsze poszukiwałyśmy, a nigdy nie mogłyśmy znaleźć, dlatego postanowiłyśmy stworzyć naszą własną wersję Snarry, z takim Harrym i Severusem, którzy od zawsze mieszkali w naszych głowach i tylko czekali na to, abyśmy wypuściły ich na wolność i podarowały im duszę. I z biegiem czasu ta projekcja przerodziła się w coś znacznie poważniejszego, stała się częścią naszego życia, a później i Waszego i wciąż nie możemy uwierzyć w to, jak wiele osób ją pokochało. Prawda jest taka, że gdyby nie Wy, możliwe, że nigdy nie miałybyśmy w sobie dość siły, by dotrzeć do samego końca, ponieważ my od zawsze go znałyśmy. Ale chciałyśmy podzielić się nim również z Wami, abyście i Wy mogli poznać ten świat w całości.

Dziękujemy również naszej cudownej becie Gellert, za cierpliwość do nas i za to, że zawsze była przy nas, kiedy jej potrzebowałyśmy. A także Kaczalce, która była naszą betą przez połowę DI.

Będzie nam brakowało DI i Was. I Harry'ego i Severusa. I adrenaliny, która towarzyszyła nam przy publikowaniu każdego rozdziału.

Trzymajcie się ciepło i zapraszamy Was na ostatni rozdział Desiderium Intimum.



Beta: Gellert :*



70. The Lion and The Serpent


I see the fire in the sky
See it all around me
Am I alive or just a ghost?
Haunted by my sorrows
I said the past is dead, the life I had is gone
Said I'm not afraid, that I am brave enough
I will not give up
Until I see the sun

Hold me now
'Til the fear is leaving
I am barely breathing
Crying out
These tired wings are falling
I need you to catch me
*




Twarz Severusa zmieniła się w kredowobiałą maskę przerażenia, kiedy osłupiały ze zgrozy, wpatrywał się w gęstą chmurę Dementorów, którzy niczym zwabione krwią rekiny, otoczyły dwie przyciśnięte do siebie sylwetki. Widok przypominał stado hien, walczących o padlinę i próbujących jednocześnie wyszarpnąć dla siebie jak największy kawałek mięsa. Ich przegniłe usta otwierały się, wchłaniając niekończący się strumień pożywienia, jakby instynkt kazał im wyssać wszystko, aż do ostatniej kropli, ponieważ na kolejną taką ucztę mogłyby czekać i kilkaset lat. Ich głód był wiecznie nienasycony. Rozrywały duszę na kawałki, dopóki nie pozostało nic, poza opuszczona skorupą ciała. A tutaj były ich setki. I każdy z nich pragnął nakarmić się do syta.

Bariera utrzymująca Severusa w tym samym miejscu zadrżała nagle i rozsypała się, pozbawiając go oparcia. Mężczyzna upadł na kolana i ręce, ale niemal natychmiast poderwał głowę i wypełnionymi lękiem oczami dostrzegł osuwające się na ziemię dwa ciała.

Zerwał się do biegu, przyciskając rękę do wijącego się po skórze, blednącego Mrocznego Znaku. Ból był równie silny, jak w momencie, w którym znak powstawał, jakby wypalano mu go rozżarzonym żelazem.

Wiedział, co to oznacza.

Ale to nie było teraz ważne. Nic nie było.

Zatrzymał się gwałtownie, wbijając pociemniałe od gęstych emocji spojrzenie w dwie leżące na ziemi sylwetki, przysłonięte otaczającą je, gęstą chmurą pożywiających się Dementorów i wyciągnął różdżkę, którą zabrał Malfoyowi. Jego dłoń drżała niekontrolowanie, ale oczy pozostały nieporuszone, skupione tak silnie, iż przypominały dwa, wypalone w temperaturze kilku tysięcy stopni, twarde niczym diament węgle. Wypełnione wciąż tlącym się w ich wnętrzu, niegasnącym blaskiem: na ułamek sekundy pojawiła się w nich spocona, promieniująca spełnieniem twarz o zielonych, pełnych uwielbienia oczach, wypowiadająca dwa słowa... słowa, których zawsze się obawiał, ale kiedy w końcu je usłyszał...

- Expecto Patronum!

Rozbłysk był tak silny, że Severus musiał przysłonić oczy drugą ręką. Lecz kiedy tylko ją opuścił, ujrzał jak blask wylewający się z jego różdżki formuje się w... złocistego lwa. Promieniującego tak wielką mocą, iż zanim jeszcze zbliżył się do hordy Dementorów, część z nich pierzchła, wydając z siebie skrzeczące, donośne dźwięki. Patronus wpadł pomiędzy stworzenia, rozpędzając je na boki, ale było ich zbyt wiele, aby sam jeden był w stanie przepędzić je wszystkie. Położył się więc obok drobnego, leżącego bez ruchu ciała, osłaniając je przed krążącymi wokół Dementorami i rycząc na nich wściekle.

Ściskająca różdżkę dłoń Severusa zaczęła drżeć jeszcze bardziej, kiedy usiłował postrzępioną resztką swojej mocy utrzymać Patronusa. Po jego wykrzywionej wysiłkiem twarzy spływał pot, kiedy szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w nieruchomą sylwetkę, jakby wyczekiwał jakiegokolwiek gestu, drobnego poruszenia dłonią, czegokolwiek, co dałoby mu nadzieję, że wciąż żyje, że nie zdążyli odebrać mu duszy, że nie zgasili jego światła, pogrążając go w nieprzeniknionych ciemnościach już na zawsze.

Blask zaczął przygasać pod naporem mroku emanującego od krążących w górze, rozwścieczonych Dementorów. Severus osunął się na kolana, obiema dłońmi łapiąc swoją różdżkę, by za wszelką cenę utrzymać ochronę i wtedy dostrzegł słaby blask, wypływający z różdżek, które wciąż znajdowały się w leżącej nieruchomo na zamarzniętej ziemi dłoni Harry'ego. Blask, który wijąc się i pełznąc po ziemi, zaczął formować się w... srebrzystobiałego węża.

Severus z oszołomieniem przyglądał się, jak wąż owija się wokół leżącego na ziemi lwa, oplatając go całym sobą, jakby pragnął ochronić go przed napierającą zewsząd ciemnością i w tej samej chwili przestał widzieć cokolwiek, ponieważ przestrzeń wypełniła się oślepiającą powodzią ciepłego światła, która płynęła od złączonych w uścisku Patronusów i gorącymi falami rozchodziła się na wszystkie strony, przepędzając unoszący się w powietrzu mrok. Severus słyszał oddalające się strzępy wydawanych przez Dementorów skrzeczących odgłosów.

Nastała cisza.

Blask przygasł i splecione ze sobą Patronusy zaczęły się powoli rozwiewać.

Severus podniósł się z ziemi i podszedł do leżących na ziemi sylwetek. Krótkim spojrzeniem omiótł ciało leżącego obok Voldemorta. Jego czerwone oczy powlekły się czernią i wpatrywały się w pustkę. Przypominały rozbity fragment wazy, przez który można zajrzeć do środka i przekonać się, że to, co wcześniej ją wypełniało, całkowicie zniknęło. Była pusta. Jego dusza została rozerwana na setki maleńkich kawałków, a wraz z nią zniknęła także jego moc.

Czarny Pan został pokonany.

Severus oderwał spojrzenie od zapadającej się powoli, gadziej twarzy i przeniósł je na drobną sylwetkę, leżącą u jego stóp niczym zniszczona zabawka, potargana i ubrudzona, z rozrzuconymi bezwładnie kończynami. W jego dłoni wciąż tkwiły dwie różdżki. Po przykrytym czarnymi kosmykami czole spływała kropla krwi. Jego okulary leżały tuż obok, a oczy... szeroko otwarte, zielone oczy wpatrywały się tępo w przestrzeń.

Świat pogrążył się w mroku, zalewając oczy Severusa ciemnością gęstszą i zimniejszą niż najgłębsze czeluście. Osunął się na kolana, jakby nagle stracił wszystkie siły i wpółotwartymi ustami próbował złapać haust powietrza, jakby na jego szyi nagle zacisnęła się pętla, nie pozwalając mu złapać tchu.

Desperacko pochwycił w ramiona bezwładne ciało Harry'ego, podrywając go z ziemi i zanurzył spojrzenie w jego nieruchomych oczach... w tych oczach, które zawsze wypełniały się blaskiem, kiedy tylko w nie spoglądał... które zawsze patrzyły na niego z mieszaniną lęku i zachwytu jednocześnie... które zawsze rozpalały się tak niewiarygodnie potężnym płomieniem, niezależnie od tego, czy był to płomień pragnienia czy nienawiści...

Ale teraz nie było w nich niczego. Jedynie pusta, czekająca na wypełnienie przestrzeń, w której odbijały się przepływające nad ich głowami chmury.

- Nawet się nie waż mnie zostawiać - wycharczał ciężkim głosem, brzmiącym tak, jakby wydobywał się z otchłani. - Spójrz na mnie! - Potrząsnął ciałem, ale kiedy nie nadeszła żadna odpowiedź, wysunął jedną rękę spod pleców Harry'ego i położył dłoń na jego zimnym policzku. - Jak mam na imię? - Nic. Żadnej reakcji. - Do cholery, masz powiedzieć, jak mam na imię! - niemal wykrzyczał, tonąc w milczących oczach i sprawiając wrażenie, jakby w każdej chwili był gotów rzucić się w nie, niczym w bezkresny, przepastny ocean, w poszukiwaniu... choćby najsłabszej oznaki obecności.

Nie mógł znaleźć jednak niczego. Nawet najcichszego, najodleglejszego szmeru umysłu.

- Dokonałeś tego - wyszeptał, niemal chorobliwie wpatrując się w pokrytą zadrapaniami i śladami krwi, bladą twarz, po której tak wiele razy błądził palcami i wargami. - Tylko ty mogłeś wpaść na tak szaleńczy pomysł, ale udało ci się. Pokonałeś go. Teraz musisz tylko znaleźć drogę powrotną. - Drżącą dłonią pogładził chłodny policzek, jakby próbował go rozgrzać swoim dotykiem. Aby dać mu jakiś znak. - Jestem tutaj. Czekam na ciebie. Po prostu do mnie wróć.

Severus wyglądał tak, jakby mrok pochłaniający jego oczy zaczął wlewać się również do jego umysłu. Jakby z każdą mijającą sekundą, uwięziony gdzieś głęboko na dnie duszy, skrępowany resztkami samokontroli strach, przeistaczał się w szaleństwo.

- Wiem, że nigdy nie będzie idealnie. Wiem, że będziemy się kłócić codziennie i może nawet kiedyś się nawzajem pozabijamy. Ale musisz przeżyć, żeby się o tym przekonać. Nie możesz teraz ode mnie odejść. Nigdy ci na to nie pozwolę. Twoje miejsce jest przy mnie. I zawsze już będzie. Nie opuścisz mnie nawet na krok, ponieważ należysz do mnie... słyszysz? Daj mi znak, że mnie słyszysz, do diabła! - Potrząsnął nim gwałtownie, ale nic się nie wydarzyło. - Dlaczego milczysz? Jak śmiesz mnie tak zostawiać... teraz, kiedy...

Przysunął się bliżej, czując uderzający w nozdrza, słaby zapach wanilii, który jednak wdarł mu się we wszystkie zmysły z tak ogromną siłą, iż potrzebował trochę czasu, aby złapać oddech i zapanować nad zawrotami głowy. Oblizał wyschnięte wargi i pochylając się jeszcze niżej, tak iż niemal oparł się czołem o przecięte blizną czoło naprzeciw, wyszeptał ochrypłym, łamiącym się głosem:

- Harry... nie zmuszaj mnie, żebym cię błagał.

I wtedy zielone oczy poruszyły się nieznacznie, na ułamek sekundy spoczywając na jego twarzy i natychmiast ponownie zagłębiły się w swoim świecie.

Ale ta jedna, nieoczekiwana reakcja wystarczyła, aby twarz Severusa rozświetliła się opętańczym, niemal bolesnym żarem nieokreślonej emocji.

- Dobrze. A teraz spójrz na mnie jeszcze raz i powiedz, jak mam na imię - wyszeptał gorączkowo, zatapiając płonące spojrzenie w nienaturalnie powiększonych źrenicach. Przesunął drżącą dłoń z chłodnego policzka na włosy i wplótł palce w czarne kosmyki, a ledwie słyszalny szept, który wydobył się z jego ust, był tak niewyraźny i zachrypnięty, jakby pochodził z najodleglejszego, najciemniejszego zakątka duszy:

- Powiedziałeś, że zawsze będziesz do mnie wracał...

Jego głos ucichł nagle, jak zbyt mocno naciągnięta struna, która pękła pod naporem oddziałujących na nią sił. I pozostał jedynie wzrok. Wzrok szaleńca. Wzrok, który nagle zadrżał, rozpadając się niczym kolorowe szkiełka w kalejdoskopie, kiedy ujrzał w oczach naprzeciw... kiedy ujrzał...

...jak źrenice zmniejszają się gwałtownie, jakby w końcu, po trwających długo ciemnościach, napłynęło do nich światło, rozświetlając je od środka i napełniając świadomością.

Usta Harry'ego otworzyły się odrobinę i ponownie zamknęły, jakby próbował coś powiedzieć, ale słowa napotykały barierę i nie mogły wypłynąć z gardła. Mężczyzna wbił płonące spojrzenie w te drżące z wysiłku wargi, jakby samym tylko wzrokiem próbował zmusić je do tego, by się rozwarły i by w końcu usłyszeć z nich... usłyszeć...

...ten cichy, osłabiony i zachrypnięty szept:

- Severusie...


*

Ciemność wypełniała niekończąca się kakofonia rozdzierających duszę krzyków. Słyszał wrzask swojej mamy, krzyki setek ofiar, zadręczonych na śmierć i torturowanych do granicy szaleństwa, a każdy z nich był jak oddzielne ukąszenie, zatapiające kły w jego duszy i wyszarpujące z niego kolejne uczucia. Jedno za drugim, obdzierając go z nich, aż w końcu przestał czuć cokolwiek, poza chłodną obojętnością.

Unosił się w mroku. Zupełnie sam. I wiedział, że tak właśnie ma być. Musiał odpokutować za wszystko. Za każdy pojedynczy krzyk, za każde odebrane życie, za całe cierpienie, którego był sprawcą. Widział to wszystko tak dokładnie. Niczym na spowolnionym filmie, który wydawał się trwać w nieskończoność.

Wszystkie wspomnienia, które zobaczył, przelały się przez jego umysł niczym cuchnący ściek, pozostawiając po sobie brud i nieczystości, wypełniając go najohydniejszymi resztkami, które były zbyt ciężkie i lepkie, by mógł je wypłukać i osiadły w wielu niedostępnych zakamarkach jego umysłu.

Krzyki nie cichły. Wręcz przeciwnie. Wydawały się tylko przybierać na sile, a on nie był w stanie się przed nimi obronić. Napierały. Gryzły. Szarpały.

I wtedy w ciemności pojawiło się maleńkie światełko. Emanowało ciepłem i znajomym zapachem. Zapachem, który na pewno znał, ale nie pamiętał, skąd. Podążył za nim, lgnąc do niego niczym ćma do światła. I kiedy znalazł się bliżej, odkrył, że to ogromny, złocisty lew. Wydawało mu się, że już go wcześniej widział... ale był niekompletny. Czegoś mu brakowało.

Harry pobiegł za nim, mając wrażenie, że lew próbuje go gdzieś zaprowadzić. Krzyki zaczęły się oddalać, a powietrze wypełniało się ciepłem. I kiedy nagle lew zatrzymał się i podszedł do niego, układając mu się u stóp i wydając z siebie przerażający ryk, Harry nagle poczuł uderzenie tak silnego gorąca, iż wszystko wokół rozjarzyło się czerwienią. I już wiedział, czego brakowało...

Węża.

Przypomniał sobie figurkę. Dwie srebrnobiałe sylwetki, lew i wąż, złączone w uścisku tak silnym, iż wydawały się niemożliwe do rozdzielenia.

I w tym samym momencie z otaczającego go mroku zrodził się świetlisty wąż, który natychmiast oplótł lwa i kiedy tylko obie istoty się połączyły, przestrzeń wypełniła się blaskiem i Harry nie widział już nic więcej, dopóki blask nie przygasł, ponownie wypełniając go ciemnością.

Ale w tej ciemności coś się poruszało. Słyszał jakiś głos. Nie potrafił rozróżnić słów, ale wydawało mu się, że ten głos go woła. Zaczął podążać w jego kierunku, ale czające się w zakamarkach wspomnienia atakowały coraz bardziej, ponownie wypełniając wszystko zachrypniętymi, niekończącymi się wrzaskami i Harry wciąż się gubił, nie potrafiąc znaleźć wyjścia.

Czuł dotyk. Na twarzy, która z pewnością nie mogła należeć do niego, ponieważ on już nie istniał. Nie istniał od momentu, w którym rzucił to zaklęcie... ale jednak, mimo wszystko... wciąż tu był. Wciąż czuł dotyk. I głos. Znajomy głos. Głos, który go przywoływał i Harry biegł coraz szybciej, pragnąc się do niego zbliżyć.

I wtedy, po raz pierwszy, udało mu się rozróżnić słowo... swoje imię. Wypowiedziane w taki sposób, jakby ktoś, kto je wymawiał, stał nad przepaścią i jeżeli Harry nie zareaguje, to się w nią rzuci.

Niemal się zachłysnął, kiedy nagle ciemność otworzyła się i Harry ujrzał... twarz Severusa. Tak blisko, jakby naprawdę tu był.

Ale to niemożliwe. Była tylko ciemność. I głosy.

Czuł, jak napierają na niego, próbując wciągnąć go z powrotem, ale gdzieś na granicy widzenia, pomimo iż obraz był zniekształcony i zamazany, wciąż widział jego twarz. Bladą, przykrytą opadającymi na nią, czarnymi kosmykami. I oczy. Przypominające dwa błyszczące, czarne kamienie, wbijające się w niego tak jak zawsze, kiedy... kiedy był w nim. I cienkie wargi. Wypowiadające tak niepasującym do Severusa, niemal desperackim szeptem:

- Powiedziałeś, że zawsze będziesz do mnie wracał...

Tak. Pamiętał te słowa.

Znajome wspomnienie otuliło go, wypełniając przestrzeń ciepłem.

Tak właśnie powiedział. Zawsze będzie wracał. Zawsze.

Ciemność rozstąpiła się tak gwałtownie, iż Harry poczuł się tak, jakby ostatkiem sił zdołał wydostać się na powierzchnię wdzierającej mu się do ust i zniekształcającej wszelkie dźwięki, smolistej wody.

Chciał mu odpowiedzieć. Dać znać, że go słyszy, ale wszystkie mięśnie jego ciała przypominały roztopiony wosk. Po kilku próbach udało mu się jednak wypowiedzieć zdartym, ochrypłym szeptem:

- Severusie...

I to, co się wtedy wydarzyło...

Twarz mężczyzny zmieniła się tak nagle, jakby został porażony prądem. Płonące w oczach szaleństwo przygasło, zastąpione czymś tak... czymś tak gorącym i nieokiełznanym, iż Harry niemal poczuł, jak wdziera mu się pod skórę. Severus przyciągnął go do siebie gwałtownym szarpnięciem i zamknął w uścisku tak silnym, tak pełnym dzikiej zachłanności, iż Harry stracił dech w piersi, zatopiony w jego ramionach, z twarzą wciśniętą w jego obojczyk i wdzierającą mu się do nozdrzy wonią ziół, czując jego dłoń zaciskającą mu się we włosach i przyciągającą jego twarz jeszcze bliżej, jakby Severus próbował wchłonąć go w siebie i nie pozwolić, by jeszcze kiedykolwiek spróbował się od niego oddalić.

Ale zanim Harry zdążył na dobre roztopić się w cieple bijącym od Severusa, poczuł jak mężczyzna rozluźnia uścisk, odsuwając się odrobinę i w tej samej chwili jego twarz została zasypana gorącymi, opętańczymi pocałunkami, składanymi na skroniach, policzkach, czole i brodzie. Ale już po chwili wygłodniałe usta odnalazły jego wargi i przycisnęły się do nich tak mocno, jakby pragnęły je pożreć i Harry poczuł ciepły język, liżący jego wargi i napierający na nie. I w momencie, w którym tylko je rozchylił, zachłanny język wśliznął mu się do ust, gorący, wilgotny i drżący... penetrując ich wnętrze, smagając policzki, podniebienie i napierając na jego własny, osłabiony język... Ostre zęby wpiły mu się boleśnie w wargi i Harry jęknął cicho, ale Severus wydawał się w ogóle tego nie słyszeć, pożerając jego usta z nieposkromioną, dziką łapczywością i Harry poczuł, jak dłoń Severusa jeszcze mocniej zaciska mu się we włosach, przyciągając go bliżej do siebie i jak wijący mu się w ustach język Severusa dotyka niemal jego gardła, sięgając jeszcze dalej, jeszcze głębiej, jakby pragnął skosztować jego duszy.

Harry próbował odpowiedzieć, próbował nadążyć, ale był zbyt oszołomiony. Zdołał jedynie unieść osłabione ręce i owinąć je wokół szyi mężczyzny, poddając się jego niepohamowanemu, nienasyconemu pragnieniu i mając wrażenie, jakby żar emanujący z ust Severusa, rozchodził się po całym jego ciele, pobudzając mięśnie i krążącą w żyłach krew.

Kiedy w końcu wargi Severusa oderwały się od jego ust, pozwalając, by do obolałych płuc wdarło się zimne powietrze i Harry uniósł zaciśnięte mocno powieki... pierwszym, co zobaczył były wpatrzone w niego, płonące niczym w gorączce oczy. Tak blisko, tak niezwykle blisko, iż miał wrażenie, że jeszcze chwila, a pochłoną go, wciągając w swe odmęty, a on bez oporu im na to pozwoli. Byleby tylko zawsze płonęły tak jak teraz. Tylko dla niego.

- Zjadłbym trochę czekolady... - wyszeptał słabo i ujrzał, jak oczy naprzeciw rozszerzają się i po chwili napływa do nich zrozumienie. Ale Severus prawdopodobnie nie nosił przy sobie czekolady. Szkoda... Gdyby wiedział, że będzie tu tyle Dementorów, z pewnością zabrałby ze sobą kilka tabliczek...

Na chwilę przymknął powieki, biorąc głęboki oddech, a po chwili poczuł, jak do jego zmaltretowanych przez Severusa warg przyciska się coś chłodnego.

- Wypij to - usłyszał rozkaz. - Może nie smakuje jak czekolada, ale jest znacznie skuteczniejsze.

Otworzył usta i pozwolił, by płyn wlał mu się do gardła, przynosząc ze sobą ukojenie i rozgrzewający mięśnie żar.

Kiedy przełknął ostatni łyk, otworzył oczy i nagle poczuł, że Severus odsuwa się nieco i sięga po coś, co leżało obok. Usłyszał wyszeptane cicho zaklęcie i po chwili na jego nosie pojawiły się okulary i nagle świat stał się o wiele wyraźniejszy. Harry zamrugał kilka razy, przyglądając się poranionej twarzy Severusa, na której wciąż widniały głębokie zmarszczki, wyryte przez przelewające się przez nią jeszcze przed chwilą, rwące rzeki silnych, niekontrolowanych emocji. Nie zdążył jednak przyjrzeć się niczemu więcej, ponieważ ponownie został otoczony przez jego ramiona i przyciśnięty do odzianego w czerń, szczupłego ciała.

- Co się stało? - zapytał w ramię Severusa, przymykając powieki i próbując przypomnieć sobie, co dokładnie się wydarzyło i jak to możliwe, że wciąż żył. Pamiętał ten lodowaty chłód, kiedy Dementorzy usiłowali wyssać z niego duszę. Były ich tu setki. Co się z nimi stało? Co się stało z Voldemortem?

Może to był sen? Może to wszystko nie działo się naprawdę? To niemożliwe, że wciąż istniał. Przecież Dementorzy... przecież...

Słyszał spokojny oddech Severusa owiewający mu czubek głowy ciepłymi podmuchami. Wokół panowała aksamitna cisza i Harry miał wrażenie, że są jedynymi istotami we wszechświecie. A może to znaczyło... może obaj zginęli?

- Co się stało? - usłyszał po chwili ochrypły głos Severusa. Brzmiał tak, jakby został wytrawiony przez rozgrzany do temperatury kilku tysięcy stopni, piekielny ogień i teraz tlił się resztkami sił. - Pokonałeś Czarnego Pana. To właśnie się stało. Pogratulowałbym ci, ale znacznie bardziej mam ochotę złoić ci skórę.

Silny, niemal miażdżący uścisk zelżał i Harry odwrócił głowę, rozglądając się po najbliższej okolicy. Niemal jęknął, kiedy zobaczył obok siebie nieruchome ciało Voldemorta, które wydawało się zapadać w sobie, jakby nie było w stanie pozostać w tym samym kształcie, kiedy utrzymująca je w całości magia zniknęła.

- Czy on... nie żyje? - zapytał niepewnie, nie będąc w stanie uwierzyć w to, co widzi.

Severus podążył za jego spojrzeniem.

- Tak, zabiłeś go. Udało ci się zniszczyć jego duszę. Merlin wie, w jaki sposób wpadłeś na ten pomysł, ale nikt, choćby nie wiadomo jak potężny, nie jest w stanie odrodzić się bez duszy.

Harry spojrzał na Severusa z zamyślonym wyrazem twarzy.

Nie mógł w to uwierzyć. Po prostu nie mógł. Voldemort naprawdę już nie istniał? Sama myśl, że już go nie było... wydawała się zbyt... nierealna. Niewłaściwa.

Bał się. Że wystarczy, iż na chwilę w to uwierzy, że chociaż na moment straci czujność... i on znowu powróci.

- A jeżeli on jakoś będzie w stanie przeżyć? W Dementorach? - zapytał, zagryzając wargę i próbując przełknąć pełzający we wnętrzu niepokój.

- Dementorzy nie należą do świata żywych. Byli tutaj jeszcze na długo przed pojawieniem się Czarnego Pana. Są nieśmiertelni i żadna dusza, kiedy już raz zostanie przez nich wchłonięta, nie ma szans się uwolnić. Żadna. A poza tym... - Severus podniósł wolną rękę, pokazując Harry'emu swoje lewe przedramię. - Spójrz na to.

Harry przypatrzył się skórze Snape'a. W miejscu, w którym znajdował się Mroczny Znak, pozostało jedynie nieco jaśniejsze znamię, odcinające się od reszty skóry.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się.

- On naprawdę nie żyje - wyszeptał z oszołomieniem, czując jak jego serce pęcznieje od rozsadzającej je, gorącej radości. I osłabiającej ulgi. Świat bez Voldemorta. To było... niewiarygodne. - Ale gdzie się podziali Dementorzy? - Rozejrzał się po niebie, jakby w każdej chwili spodziewał się zobaczyć nas sobą krążące w górze, ciemne sylwetki.

- Rzuciłem Zaklęcie Patronusa. I nie wiem, jak to zrobiłeś, będąc niemal po drugiej stronie, ale ty również przywołałeś swojego Patronusa.

Harry zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć świetlistego jelenia, ale nic takiego nie pamiętał.

- Widziałem tylko lwa i węża, ale to nie jest... - zaciął się, spoglądając głęboko w oczy pochylającego się nad nim Severusa. - Ale przecież... jak to możliwe?

Severus wyglądał na nieco zmieszanego. Odchrząknął i odparł, starając się zachować neutralny ton głosu:

- Gdybyś uważał chociaż na jednej lekcji, to wiedziałbyś, że Patronusy mogą zmieniać kształt pod wpływem silnych emocji. I twój zmienił się w węża.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się gwałtownie.

- To znaczy, że twój... - zawahał się jednak przed dokończeniem zdania, kiedy poczuł na sobie ostrzegawcze spojrzenie mężczyzny. Dokończył je jednak w myślach.

Nie do wiary. Lew. Patronusem Severusa jest lew...

Ta myśl była tak niedorzeczna, że Harry był w stanie jedynie wpatrywać się w Severusa z osłupieniem i udało mu się ją zdusić dopiero, kiedy do jego umysłu nadpłynęły kolejne wspomnienia.

- Ale jak to możliwe, że ja wciąż żyję, kiedy on...? - zapytał po chwili, wskazując głową na nieruchome ciało tuż obok nich.

- Zaklęcie, które rzuciłeś, było tak silne, iż nawet ja je poczułem, pomimo otaczającej mnie bariery - odparł spokojnie Severus. - Dementorzy w pierwszej kolejności rzucili się na źródło pożywienia, którym był Czarny Pan. Dopóki tkwiłeś w jego umyśle, byłeś względnie bezpieczny. Ale kiedy wyssali już z niego wszystko i ponownie powróciłeś do własnego umysłu, zaatakowali także ciebie. Ale wtedy Czarny Pan już nie żył, a utrzymująca mnie bariera pękła i zdołałem rzucić Zaklęcie Patronusa. Odgoniłem ich, zanim zdążyli wyssać duszę także z ciebie. Chociaż przez pewien czas myślałem, że...- Severus zacisnął usta i pochylił głowę, ukrywając swoją twarz w cieniu włosów.

Harry poczuł bolesne ukłucie w sercu. Uniósł dłoń, odsuwając włosy Severusa na bok i dotykając jego policzka. Mężczyzna jednak nie podniósł głowy.

- Bez ciebie nigdy nie udałoby mi się go pokonać... i przeżyć. Zginąłbym tutaj - powiedział cicho Harry, przyglądając się zmęczonej twarzy Severusa, która nagle się uniosła i na dnie ciemnych oczu błysnęła stal.

- Gdybyś mi się nie sprzeciwił, to nic takiego nie miałoby miejsca - wyszeptał twardo. - Bądź pewien, że wyciągnę konsekwencje z twojego nieposłuszeństwa. - Harry zagryzł wargę, doskonale wiedząc, że Severus nie żartuje. - Już nigdy ode mnie nie uciekniesz. Choćbym miał przywiązać cię do siebie łańcuchem...

Harry przełknął ślinę.

Nie był pewien, czy podoba mu się ta koncepcja. Mimo, iż wiedział, że Severus ma rację. Chociaż z drugiej strony...

- Ale pokonaliśmy Voldemorta - powiedział cicho, próbując się usprawiedliwić. Severus zacisnął usta i Harry zastanawiał się, co to oznacza. Jakby chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał...

Harry przez chwilę przyglądał się jego pokrytej zadrapaniami i zaschniętą krwią twarzy, delikatnie gładząc palcami zimny policzek. Severus wyglądał tak, jakby przeszedł przez piekło, aby do niego dotrzeć... i jakby, pomimo zwycięstwa, wciąż coś go niepokoiło.

I ten niepokój nagle przelał się również na niego, kiedy Harry przypomniał sobie nagle... wybuchy i rozświetlające niebo zaklęcia, które widział z oddali.

Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, a płuca ścisnęły i doznał wrażenia, jakby ktoś uderzył go z całej siły w żołądek.

- Co z resztą? - zapytał pospiesznie, czując narastający w sobie lęk, kiedy oczyma wyobraźni widział zebrane przez Voldemorta zastępy Śmierciożerców. - Co tam się stało? Gdzie oni są? - Rozejrzał się, poszukując na horyzoncie oznak walki, ale wszędzie panował spokój, a przykryte chmurami niebo było jednolicie szare. Ponownie spojrzał na Severusa, ale mężczyzna nadal nie unosił głowy. Po chwili jednak dotknął jasnej blizny po Mrocznym Znaku na swoim lewym przedramieniu i powoli uniósł twarz, spoglądając na Harry'ego przysłoniętymi matową czernią, ukrytymi w cieniu oczami.

- Walka była nieunikniona - powiedział niskim, pozbawionym emocji głosem. - Dumbledore ogłosił alarm. Zwołał Zakon Feniksa i dużą część Ministerstwa. I wszystkich, którzy chcieli wziąć udział w bitwie. Łącznie z uczniami Hogwartu.

Harry poczuł, jak jego ciało pokrywa się gęsią skórką.

Łącznie z uczniami? Czy to oznaczało, że.. że Hermiona, i Ron, i Luna, i Ginny, i Neville... i wszyscy inni zaryzykowali swoje życie, żeby...?

Zareagował błyskawicznie.

- Musimy się do nich aportować. Musimy im pomóc! - niemal krzyknął, zrywając się z ziemi, chociaż jego nogi wciąż się pod nim uginały, a kolana drżały. Severus również wstał, ale jego postawa emanowała chłodem i spokojem.

- Już za późno. Walka zakończyła się z chwilą, w której Czarny Pan został pokonany. Wszyscy Śmierciożercy, którzy przeżyli, z pewnością poczuli, że Mroczny Znak znika. I uciekli.

- Ale musimy to sprawdzić! Możesz się mylić. Muszę do nich iść! Muszę wiedzieć! Co z moimi przyjaciółmi? Widziałeś ich? - Harry przypadł do Severusa, zaciskając pięści na jego szacie. Nie podobało mu się spojrzenie mężczyzny. Patrzył na niego z góry z tak doskonale opanowanym wyrazem twarzy, jakby znowu zmienił się w pozbawionego emocji Śmierciożercę. Jakby to już nie była jego twarz, tylko maska, którą przybierał zawsze, kiedy...

- Powiedziałem ci, że już za późno - powtórzył cichym, lecz niezwykle zdecydowanym głosem. - Wojna pochłonęła wiele ofiar. Poległo wielu aurorów, czarodziejów i uczniów. W tym również Dumbledore.

CO?

Harry poczuł się tak, jakby coś nagle podcięło mu nogi.

Dumbledore? Ale... ale... jak to możliwe? Przecież dyrektor był najbardziej... najpotężniejszym... nie mógł... to niemożliwe.

- Jak? - zapytał zdrętwiałymi wargami, czując pełzające we wnętrzu zimno.

- Nawet on nie był na tyle potężny, aby obronić się przed kilkudziesięcioma Zaklęciami Uśmiercającymi rzuconymi jednocześnie.

Harry spojrzał w górę, na przykryte cieniem oczy Snape'a.

- Byłeś przy tym? - zapytał, nie potrafiąc powstrzymać nieprzyjemnego uczucia skręcania się wnętrzności.

- Tak. - Odpowiedź przypominała przecinające powietrze ostrze.

Harry opuścił głowę, opierając czoło o szorstką szatę na piersi Severusa.

Nie chciał wiedzieć nic więcej. Wołał nie wiedzieć. Wolał nie pytać. Ponieważ bał się, że może usłyszeć coś, co...

- Zabierz mnie tam. Proszę - wyszeptał cicho, starając się zapanować nad łamiącym się głosem i coraz większym strachem, wijącym mu się w piersi niczym zimny, oślizgły wąż. - Chcę ich zobaczyć. Muszę wiedzieć, czy żyją.

- Musisz zrozumieć - usłyszał nad sobą zduszony, odległy głos Severusa - że byłem zmuszony podjąć pewne kroki, aby cię odnaleźć... - Harry poczuł, jak strach prześlizguje mu się do żołądka, wbijając w niego swe ostre szpony. - Dla mnie nie ma drogi powrotnej.

Poczuł bolesne szarpnięcie. Jakby szpony wyrwały z niego część życia.

Zacisnął powieki i jeszcze mocniej wtulił się w pachnącą ziołami i krwią szatę. Jedyne miejsce, które utrzymywało go przy zdrowych zmysłach.

- Wiesz, co to oznacza? - usłyszał zadane zduszonym szeptem pytanie.

Wiedział.

Miał wrażenie, jakby świat wokół rozpadał się niczym potrzaskane lustro, w którym przeglądał się przez całe życie. I pozostała jedynie pusta rama. Którą od nowa będzie musiał zapełnić. Całkowicie nowymi planami.

Hogwart. Quidditch. Kariera aurora. Przyjaciele. Czarodziejski Świat.

Wszystkie leżały wokół niego, odbijając się w rozbitych odłamkach. Pozostał tylko wysoki, odziany w czerń mężczyzna, stojący naprzeciw niego, po drugiej stronie ramy.

Mężczyzna wypełniający Harry'emu cały świat. Świat, który w ogóle by nie istniał, gdyby nie on... Świat, którym Severus się dla niego stał.

- Pójdę za tobą wszędzie - wyszeptał w czarną szatę i nagle poczuł, jak klatka piersiowa mężczyzny opada, jakby wypuszczono z niej wstrzymywane dotąd powietrze. - Ale pozwól mi ich tylko zobaczyć. Hermionę i Rona. Muszę się przekonać, czy nic im nie jest. I... pożegnać się.

Miał wrażenie, jakby ciało Severusa napięło się. I zanim Harry zdążył zastanowić się, co to oznacza, usłyszał wypowiadane ciężkim głosem słowa:

- Granger nie przeżyła.

Te trzy słowa przypominały trzy, zbudowane z ognia i lodu sztylety, które wbiły mu się w ciało z taką siłą i gwałtownością, iż niemal osunął się na ziemię, czując jak przebijają mu płuca, żołądek i serce.

Nagle znalazł się nad otwartą, bezdenną otchłanią, spychany w nią przez niewyobrażalny ból, który poraził jego zmysły niczym prąd.

Nie widząc przed oczami nic, poza rozmazaną twarzą, otoczoną bujnymi, brązowymi lokami, poderwał głowę i spojrzał w górę, a z jego ust wydobył się przypominający jęk, szept:

- Nie... Kłamiesz.

Jego gardło ścisnęło się tak bardzo, iż miał wrażenie, jakby dusiła go uwiązana na szyi pętla. Szczypało i pulsowało, próbując wyrzucić z siebie ból w postaci wzbierającego, kipiącego szlochu.

Odległa część jego umysłu zarejestrowała silny uścisk na swoich ramionach i przedzierający się przez chaos głos:

- Mogę cię jedynie zapewnić, że nie cierpiała. Zginęła szybko.

Harry oderwał się od mężczyzny, kręcąc głową. W spowijającej świat, gęstej mgle ujrzał przed sobą jej uśmiechniętą twarz, zerkającą na niego znad książek i rzucającą mu karcące spojrzenia.

Otworzył usta, ale jedynym, co się z nich wyrwało był spazmatyczny szloch, przelewający mu się przez gardło niczym parząca przełyk lawa.

- Ona żyje! Kłamiesz! Nie wierzę ci!

Nie mogła zginąć. Była zbyt inteligentna. Zawsze potrafiła znaleźć rozwiązanie. Nie mogła tak po prostu... nie!

Rzucił się do przodu, uderzając pięściami w klatkę piersiową mężczyzny i z całej siły zaciskając rozmyte od łez oczy, aby tylko pozbyć się z głowy obrazu skupionej twarzy przyjaciółki, kładącej na stoliku przed nim naręcze książek.

- Nie! Proszę, powiedz, że to nieprawda! Ona nie mogła... - Szloch był bolesny. Rozrywał mu gardło, zatapiając umysł w odmętach otępiającej grozy.

Zawsze była przy nim. Od samego początku. Zawsze.

- Hermiono - wycharczał, nie będąc w stanie złapać tchu i osuwając się na ziemię po szacie Severusa. - Hermiono...!

Poczuł ciało Severusa, osuwające się na ziemię zaraz po nim i zakleszczające go w mocnym, bezlitosnym uścisku ramion.

- To moja wina... To ja powinienem zginąć - wyrzucał z siebie w spazmach, trzęsąc się niczym w febrze. - Gdybym nie postanowił... to wszystko przeze mnie... oni wszyscy...

Ciemność ponownie nadpływała. Wypełniona przerażającymi wrzaskami cierpienia, rozrywającymi jego płuca i serce, sprawiającymi, że miał ochotę jedynie wić się po lodowatej ziemi i konać tak samo długo, jak oni. Byle zniknęli. Byle przestał ich słyszeć... Byle przestał widzieć rozrywane na kawałki ciała i wyzierającą z przekrwionych oczu rozpacz...

I wtedy poczuł brutalne szarpnięcie i przedzierający się przez krzyki, ostry głos, który wbił mu się w umysł niczym rozgrzane do czerwoności ostrze, wypalające otwartą ranę:

- Przestań! Spójrz na mnie! - Kolejne silne szarpnięcie, które sprawiło, że przez rozmytą ciemność przedarła się blada twarz i wbijające się w niego, rozpalone skumulowanymi emocjami, czarne oczy. - A teraz posłuchasz mnie uważnie! Wojna była tylko kwestią czasu. Wszyscy ją podskórnie wyczuwali i przygotowywali się do niej od ponownego pojawienia się Czarnego Pana, który zdążył zgromadzić o wiele większą armię popleczników niż poprzednio. Opętanych jego wizją świata, zaślepionych nienawiścią do Mugoli. Jak myślisz, czy po tym wszystkim, czego dokonali, ot tak powróciliby do zwyczajnego życia, nawet gdyby ich przywódca został pokonany? - W głosie Severusa wibrowały bardzo silne emocje, a jego oczy płonęły gorączkowo, kiedy wpatrywał się w Harry'ego, potrząsając nim gwałtownie. - Musieli zostać rozbici, póki nie zgromadzili jeszcze większych sił, aby zemścić się za upadek swego przywódcy. Nigdy nie zdołałbyś pokonać ich wszystkich w pojedynkę. Mordowali, palili i torturowali. Byli równie niebezpieczni jak sam Czarny Pan, a teraz, kiedy została ich zaledwie garstka, nie zdołają już powrócić do swej potęgi i bardzo łatwo będzie ich odnaleźć i wysłać do Azkabanu albo skazać na pocałunek Dementora. Wszyscy, którzy zginęli na tej bitwie właśnie za to oddali swoje życie.

- Ale... nie mieli szans... - szeptał rozpaczliwie Harry. - Nie mieli...

Severus szarpnął nim jeszcze brutalniej.

- Słuchaj mnie! Każda wojna pochłania ofiary i tak już jest. To nie ty ich zabiłeś! Nie jesteś temu winien ani ty, ani nikt inny.

Harry odwrócił głowę, spoglądając w ziemię i pragnąc uciec przed sztyletującym go, kąsającym boleśnie spojrzeniem czarnych oczu, ale w tej samej chwili Severus złapał jego brodę w żelazny uścisk i bezlitośnie odwrócił jego twarz z powrotem ku sobie, warcząc wściekle:

- Patrz na mnie, do cholery! I odpowiedz na moje pytania! Czy jeżeli dyrektor pozwolił im na udział w walce, to oznacza, że to on jest winny ich śmierci? Czy jeżeli to ja zasugerowałem, że uczniowie powinni włączyć się w bitwę, to oznacza, że ja jestem winien ich śmierci? A może to oni są sobie winni, ponieważ postanowili wybrać się na wojnę, aby uwolnić się od trwającego latami terroru, nawet jeśli nie mieli pojęcia o prawdziwej walce i nie znali żadnych ofensywnych zaklęć? Czy może to wina Śmierciożerców, ponieważ to oni rzucali klątwy? A może to wina tego cholernego skrzata, który zaprowadził nas na pole bitwy? Kto tak naprawdę jest winny ich śmierci?! Kto rozpętał tę wojnę?! Kto jest przyczyną, dla której wszyscy wzięli w niej udział?! Kto zaprowadził terror, od którego pragnęli się uwolnić?! Kto wysłał Śmierciożerców, żeby zabili każdego w polu widzenia?! Kto jest temu winien? Kto jest odpowiedzią na te wszystkie pytania? Powiedz to! Chcę to usłyszeć z twoich ust!

Harry wpatrywał się w Severusa szeroko otwartymi oczami, czując jak piekący uścisk uwalnia jego gardło, a płuca ponownie zaczynają pracować. A upiorne wycie w umyśle powoli przycicha, zastępowane obrazem gadziej twarzy o płonących, czerwonych oczach. Twarzy, która była już martwa i nigdy nie powróci.

- Voldemort - wyszeptał niemal bezgłośnie.

Severus ponownie nim szarpnął, wbijając w jego oczy niemal opętańcze spojrzenie.

- Jeszcze raz! Kto jest temu wszystkiemu winien?!

Harry przełknął ślinę wymieszaną ze słonymi łzami, które spływając po twarzy, zatrzymywały się na jego wargach.

- Voldemort - powiedział głośniej, ale Severus ponownie nim szarpnął, jakby chciał wytrząść odpowiedź prosto z jego tłukącego się w piersi serca.

- Jeszcze raz! Masz to wykrzyczeć! Kto jest temu winien?

Harry poczuł, jak pod wpływem twardego, zdecydowanego spojrzenia Severusa, do jego rozchwianego umysłu napływa pewność. A wraz z nią gniew.

- Voldemort! - wyrzucił z siebie na wydechu, zaciskając pięści na szacie mężczyzny i mając wrażenie, jakby po jego ciele spływał roztapiający się szybko, twardy i ciężki pancerz, który jeszcze chwilę temu próbował go zmiażdżyć i wgnieść w ziemię. - To Voldemort! To wszystko przez niego! Przez niego! - krzyczał, ściskając czarną szatę, jakby była jedyną stałą rzeczą w przypominającej tornado wichurze emocji, które musiały znaleźć ujście i wylewały się z niego, niczym erupcja wulkanu. - To wina Voldemorta! VOLDEMORTA!

Opadł do przodu, opierając twarz o pierś Severusa i dysząc ciężko. Poczuł wplatającą się we włosy dłoń i ciepłe usta przyciskające się do czubka jego głowy. Nie wiedział, ile czasu minęło. Stał wtulony w Severusa, wsłuchując się w jego spokojny, ciepły oddech, owiewający mu włosy i w bicie własnego serca, powracającego powoli do normalnego rytmu.

Po pewnym czasie Severus poruszył się lekko, odrywając wargi od jego głowy i szepcząc z napięciem w głosie:

- Dobrze, a teraz posłuchaj mnie uważnie. Zajmę się wszystkim, ale musimy na chwilę wrócić do Hogwartu, aby zabrać to, co będzie nam potrzebne. I nikt nie może nas zobaczyć.

Harry uniósł głowę, ocierając wierzchem dłoni wilgotne ślady na policzkach i spoglądając w górę, na przyglądającego mu się z uwagą mężczyznę.

Skąd miał w sobie tyle siły? Jak to robił, że nigdy nie okazywał słabości, nawet wtedy gdy cały świat rozpadał się na kawałki? Wciąż utrzymywał się na powierzchni, trzymając go za rękę i nie pozwalając, by Harry utonął, w tej czerwonej rzece krwi, w której tylu poległo. Przez cały ten czas nigdy go nie puścił, choć sam o mało co nie poszedł na dno. Jak to robił, że wciąż po tym wszystkim, co widział i czego doświadczył, patrzył na niego z tą samą twardą zaciętością? To spojrzenie dotykało jego skóry i nie pozwało mu zwątpić.

Zastanawiał się, czy gdyby miał go kiedykolwiek stracić... czy byłoby to równie bolesne jak wszystkie tortury, którym poddał go Voldemort?

Nie.

Byłoby znacznie boleśniejsze.

I zabiłoby go powoli, jak odcięty nagle dopływ tlenu do płuc...

Dopóki Severus był przy nim... Harry miał powód, by oddychać.

Pokiwał głową, przełykając tę kwaśną, nieprzyjemną rzecz, która podeszła mu do gardła, kiedy o tym pomyślał.

I wziął głęboki, długi oddech.

- Jestem gotowy.


*

Aportowali się u stóp Wrzeszczącej Chaty. Okolica wciąż była pokryta śniegiem. Harry rozejrzał się, spoglądając na znajdujące się w oddali domy, ale zwykle tętniące życiem miasteczko wyglądało na wymarłe. Prawdopodobnie większość mieszkańców zdecydowała się wziąć udział w bitwie. Ale co się z nimi stało? Wciąż walczyli, czy może...

Severus wyważył drzwi i za pomocą magii przetransportował do środka ciało Voldemorta, które zabrali ze sobą, aby Czarodziejski Świat miał dowód na to, że potwór naprawdę zginął. Następnie zapieczętował drzwi i obaj zeszli do podziemnego tunelu wiodącego do Wierzby Bijącej. Severus szedł pierwszy, oświetlając drogę różdżką i ciągnąc Harry'ego za sobą. Przez całą drogę mężczyzna zaciskał palce na nadgarstku Harry'ego, jakby obawiał się, że jeżeli puści go chociaż na chwilę, to znowu może go stracić. Harry niemal biegł za nim, próbując nadążyć za jego długimi, zdecydowanymi krokami, kiedy sunęli przez ciemność. Kiedy znaleźli się w jamie pod korzeniami Wierzby Bijącej, Severus użył skomplikowanego zaklęcia, aby odblokować zamknięte pod koniec trzeciego roku przejście, lecz zanim zdecydował się wyjrzeć na zewnątrz, sięgnął w głąb swej szaty i wyjął z niej pogniecioną i poplamioną... Mapę Huncwotów.

Harry nie mógł uwierzyć własnym oczom. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież mężczyzna odebrał mu ją wczoraj wieczorem, tuż przed tym, zanim Harry rzucił na niego Legilimens Evocis i dowiedział się prawdy... Merlinie, wydawało się, jakby to miało miejsce wieki temu...

Harry zareagował błyskawicznie. Zanim Severus zdążył sprawdzić, czy droga do Hogwartu jest wolna, Harry wyrwał mu mapę z rąk i zaczął gorączkowo przeszukiwać wzrokiem, mając nadzieję ujrzeć kogokolwiek... kogokolwiek...

Najpierw zobaczył profesor McGonagall, rozmawiającą w gabinecie dyrektora z Ministrem Magii, Kingsleyem Shacleboltem i kilkoma innymi wysoko postawionymi urzędnikami magicznymi. Następnie błyskawicznie odnalazł spojrzeniem Skrzydło Szpitalne, wypełnione uczniami Hogwartu i mieszkańcami Hogsmeade. Dostrzegł wśród nich Lunę i Tonks i po jego plecach spłynęła fala ulgi. Tonks leżała nieruchomo, ale Luna poruszała się, kręcąc się pomiędzy szpitalnymi łóżkami. Harry zobaczył kropki oznaczające Seamusa, Neville'a, Lavender Brown, Parvati Patil, Hannę Abbot i wielu innych uczniów, pomiędzy którymi kręcili się uzdrowiciele ze Świętego Munga. Części uczniów jednak brakowało i Harry czuł, jak wokół jego serca zaciska się lodowata pętla, kiedy przypominał sobie kolejne nazwiska, których nigdzie nie mógł dostrzec... Cho, Dean, Padma, Lee Jordan, Angelina... Ginny...

Hermiona...

Mimo, iż znał prawdę, mimo iż wiedział, że już jej nie ma... to wciąż poszukiwał jej wzrokiem.

I Ron...

Harry desperacko przeglądał mapę, widząc wypełnioną po brzegi Wielką Salę, w której najprawdopodobniej znajdował się tymczasowy szpital dla czarodziejów i aurorów, w którym, ku swojej uldze, dostrzegł także Lupina.

Nerwowo obejmował wzrokiem wszystkie miejsca. Dormitoria, korytarze, łazienki. Wszystkie były opustoszałe.

Poszukiwał, poszukiwał...

I wtedy na błoniach dostrzegł go...

Z ulgą i jednocześnie rosnącym w piersi niepokojem wpatrywał się w nieruchomą kropkę z podpisem Ron Weasley, obserwując jak obok przyjaciela wciąż przemieszczają się inni czarodzieje, których Harry nie znał.

- Wystarczy! - warknął Severus, wyrywając mu mapę z rąk i rzucając na nią okiem. Przez chwilę poszukiwał wzrokiem najkrótszej i najbezpieczniejszej drogi do zamku, po czym ponownie złapał Harry'ego za nadgarstek i pociągnął za sobą. - Idziemy.

Severus rzucił na nich jakieś zaklęcie maskujące, którego Harry nie znał, po czym stuknął różdżką w jeden z korzeni i Wierzba Bijąca zamarła, jakby ktoś ją nagle wyłączył. Drogę do zamku przebyli tak szybko, że Harry nie miał nawet pojęcia, kiedy, a już wślizgiwali się do Sali Wejściowej, w ostatniej chwili kryjąc się za jednym z posągów, kiedy tuż za nimi do zamku wbiegło kilkoro uzdrowicieli ze Świętego Munga, zmierzających wprost do Wielkiej Sali. Kiedy ciężkie wrota otworzyły się, w uszy Harry'ego uderzyła fala pełnych cierpienia jęków rannych, ale Severus natychmiast pociągnął go dalej, wprost ku schodom prowadzącym do lochów.

Harry szedł za nim całkowicie oszołomiony. Wszystko wydawało się... wydawało się... takie inne. Zamek, który zawsze tętnił życiem, którego sklepienia wypełniał gwar rozmów, śmiechy i tupot setek stóp... teraz był pogrążony w ciemnościach i ciszy. Opustoszały. Młodsi uczniowie zostali najprawdopodobniej wsadzeni w Hogwart Ekspress i wysłani do domów, aby nie oglądać pokłosia tej okrutnej wojny.

Zamek, który przez tyle lat był jego domem... teraz stawał się wspomnieniem i Harry wciąż nie mógł uwierzyć, że już nigdy go nie zobaczy. Że to ostatni raz. Ostatni raz przemierza te znajome korytarze i spogląda na płonące na ścianach pochodnie, na mijane po drodze drzwi do schowków, na kamienne, emanujące wilgotnym chłodem posadzki... na te potężne, drewniane drzwi, które tyle razy otwierały się pod jego dotykiem i które za każdym razem przekraczał z tym samym niecierpliwym oczekiwaniem oraz szaleńczo bijącym sercem.

Gabinet Severusa pogrążony był w całkowitych ciemnościach. Mężczyzna zapalił różdżką kilka świec i odwrócił się do Harry'ego, wręczając mu mapę.

- Obserwuj wszystkie okoliczne korytarze i powiadom mnie od razu, jeżeli tylko kogoś zauważysz - rozkazał, po czym odwrócił się do niego plecami i skierował różdżkę na wypełnione eliksirami i różnorodnymi składnikami półki, wypowiadając długą i skomplikowaną inkantację i dopiero po chwili Harry zrozumiał, że Snape zdejmuje z nich wszystkie czary ochronne. Następnie podszedł do swojego biurka i przez chwilę przeszukiwał szuflady. W końcu wyciągnął z jednej z nich torbę, która wyglądała zupełnie jak ta, której Harry używał do noszenia książek na lekcje, ale była nieco mniejsza. Severus rzucił na nią jakieś zaklęcie, a następnie podniósł swoją różdżkę, rozglądając się po gabinecie. Wystarczyło jedno machnięcie i Harry zobaczył jak większość fiolek i słoików ląduje w torbie. Kolejne machnięcie i wszystkie szuflady w biurku otworzyły się, a ich zawartość również wyładowała w torbie.

- Za mną - powiedział Severus i ruszył do swoich komnat. Harry przełknął ślinę i podążył za nim, co jakiś czas zerkając na mapę. Zobaczył, że Severus kieruje się do swojego barku. Sięgnął po butelkę whisky i bez słowa wychylił dwie szklanki, a następnie wcisnął zaskoczonemu Harry'emu karafkę z zimną wodą oraz szklankę i rozkazał: - Pij.

Och, woda chyba jeszcze nigdy nie wydała mu się tak cudownie orzeźwiająca. Harry wypił duszkiem trzy szklanki, a w tym czasie Severus zapakował do torby swoje drogocenne książki, po czym otworzył przejście do laboratorium i machnął różdżką. Wszystkie kociołki, moździerze, księgi i prezenty od Harry'ego również znalazły się w torbie, a następnie rzeczy Severusa z sypialni.

Harry podejrzewał, że zaklęcie, którego użył Severus działa podobnie jak namiot, w którym mieszkali podczas Mistrzostw Świata w Quidditchu, ale nie chciał teraz zawracać mu głowy pytaniami i po prostu stał bez słowa na środku salonu, wpatrując się w dwa fotele i wygaszony kominek. I mając wrażenie, że z każdą chwilą jego serce wypełnia się coraz bardziej nieprzyjemnym chłodem.

- Lubiłem tu przychodzić - powiedział cicho. Poczuł na sobie twarde spojrzenie Severusa. - Czy tam, dokąd idziemy, też będzie kominek?

- Jeżeli tylko zechcesz, to możemy mieć nawet dziesięć kominków. Ale podejrzewam, że ten konkretny ciężko byłoby zapakować i zabrać ze sobą.

Harry puścił mimo uszu tę kąśliwą uwagę i odparł:

- Nie potrzebuję dziesięciu. Wystarczy mi jeden. I... chciałbym też dwa fotele. Takie same jak te.

Na wargi Severusa wypłynął ten cudowny, krzywy uśmiech, którego Harry myślał, że już nigdy nie zobaczy.

- Jeszcze nawet nie zamieszkaliśmy ze sobą, a już stawiasz warunki? - zapytał kpiąco.

Przez ułamek sekundy Harry poczuł się tak, jakby znowu był na szlabanie. Jakby żadna z tych strasznych rzeczy się nie wydarzyła... Jakby Hermiona wciąż jeszcze żyła... jakby...

Złapał się za żołądek i zgiął się wpół, zaciskając powieki i walcząc z silnymi zawrotami głowy i uczuciem, jakby coś próbowało się z niego wyrwać. Wydrapać sobie drogę z głębin jego umysłu, zalewając jego oczy krwią i obrazami, które raniły bardziej niż wbity prosto w serce sztylet.

Nagini, otwierająca paszczę i pożerająca kobietę, która wciąż jeszcze żyła i wiedziała, co się z nią dzieje... przerażający, zdarty krzyk, kiedy jej głowa została połknięta przez węża, pochłaniającego ją coraz głębiej i głębiej...

I ta kąsająca wnętrzności, skręcająca pewność, że to on do tego doprowadził. I po prostu przyglądał się temu z rozgrzewającą go od środka satysfakcją, zafascynowany spektaklem, czując wlewający mu się do ust, gorzki brud ciężkich, czarnych jak smoła wyrzutów sumienia.

Nie mógł oddychać. Nic już nie widział. Nie powinien w ogóle istnieć, po tym wszystkim, co zrobił. Nie powinien...

- Potter! Natychmiast do mnie wracaj!

Poczuł, jak coś... znajomy umysł... rozgarnia smołę na boki, docierając do niego i wyciągając go na powierzchnię.

Światło pojawiło się tak nagle, iż przez chwilę nic nie widział. Nie miał pojęcia, co się dzieje. Był zbyt przerażony, by przestać się szamotać, próbując nie utonąć i dopiero, kiedy otoczyły go czyjeś ramiona, zamykając w żelaznym uścisku i nie pozwalając mu się poruszyć, z powodzi światła wyłoniła się twarz Severusa i płuca Harry'ego otworzyły się pod naporem wdzierającego się do nich powietrza.

- Nie pozwól im mnie zabrać - wydyszał, czując, jak po jego drżącym z wysiłku ciele spływają krople potu. Czuł się brudny. Czuł ich krew oblepiającą jego ciało. Czuł ją wewnątrz siebie. - Wyrwij to ze mnie! - Wyswobodził jedną rękę i zacisnął ją we włosach Severusa, szarpnięciem przyciągając do siebie jego głowę i wpijając się wargami w jego usta. Całe jego ciało trzęsło się niekontrolowanie, jakby doznał wstrząsu anafilaktycznego, kiedy wgryzał się w te cienkie usta, smagając językiem ich wnętrze i czując, jak rozrastające się w nim uczucie ciepła wypłukuje z niego brud.

Kiedy w końcu oderwał wargi, był tak oszołomiony, iż przez chwilę nie miał pojęcia, co się wydarzyło. Widział nad sobą jedynie lśniące, czarne oczy i wpółotwarte, zaczerwienione usta, owiewające mu twarz parzącym oddechem.

- Nigdy mi ciebie nie zabiorą - wyszeptał ochryple Severus. - Wyrwę cię z najgłębszych ciemności. Spędziłem w nich całe życie. Nigdy nie pozwolę ci się w nich zgubić. Zrozumiałeś? - Severus potrząsnął nim, jakby pragnął by te słowa na zawsze wyryły się Harry'emu w umyśle. - Nigdy!

Harry szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w obsydianowe oczy naprzeciw. Emanujący z nich żar przeniknął w niego, całkowicie oczyszczając go z krwi i brudu.

Znowu był tylko Harrym.

- Severusie... - wyszeptał, nawet nie próbując zapanować nad rozlewającym mu się w żyłach, odprężającym ciepłem. - Gdybym cię nie znał, to pomyślałbym, że właśnie przyrzekłeś mi miłość aż po grób.

Spojrzenie Severusa zmieniło się w ułamku sekundy. Płonący w nich żar przygasł, a na jego twarzy pojawiła się irytacja. Prychnął kpiąco i puścił go tak nagle, że Harry niemal osunął się na podłogę.

- Gdybyś mnie znał, to wiedziałbyś, że nic mi tak nie działa na nerwy jak paplający bez sensu Gryfoni - warknął chłodno, odsuwając się od niego i poprawiając szatę. - Zbieraj się! - rozkazał, odwracając się do Harry'ego plecami.

Harry wyprostował się, wciąż czując lekkie zawroty głowy i nieprzyjemny uścisk w żołądku.

A Severus znowu był Severusem...

Zadziwiające, jak błyskawicznie potrafił zmieniać swoje zachowanie, kiedy tylko Harry'emu nie groziło już niebezpieczeństwo.

Zanim Harry zdążył w pełni dojść do siebie, Severus rzucił w niego peleryną-niewidką i rozkazał:

- Zakładaj to i chodźmy. I tak jesteśmy tu już zbyt długo.

Harry zarzucił na siebie pelerynę-niewidkę, obserwując, jak Severus zakłada na ramię torbę i wypija kilka łyków Eliksiru Kameleona, po czym, wciąż obserwując mapę, wyszli na korytarz i skierowali się wprost do opuszczonej Wieży Gryffindoru. Na górnych piętrach nie było nikogo, poza snującymi się gdzieniegdzie duchami. Przeszli przez dziurę za portretem i wspięli się po schodach do dormitorium. Severus umieścił w torbie wszystkie rzeczy z kufra Harry'ego.

- To wszystko? - zapytał, łapiąc go za nadgarstek i przygotowując się do wyjścia.

- Nie. Muszę zabrać jeszcze jedną rzecz - odparł Harry, wyswabadzając rękę z uścisku mężczyzny i podchodząc do swojego łóżka. Pochylił się i sięgnął pod poduszkę, zaciskając palce na chłodnej, szklanej kuli, którą dostał od Severusa na Gwiazdkę. Wyciągnął rękę spod peleryny, podając prezent Severusowi, aby schował go do torby. - Możemy już iść - wyszeptał, po raz ostatni ogarniając spojrzeniem miejsce, w którym spędził większą część swojego życia. Poczuł dłoń Severusa muskającą jego palce, zanim ponownie zacisnęła mu się na nadgarstku.

Droga po schodach w dół wydawała mu się o wiele dłuższa. Jakby każdy stopień przypominał powolny upadek. Jakby starał się chłonąć wszystkimi zmysłami każdy krok, ponieważ wiedział, że nigdy więcej tu nie powróci. Jakby każdy z nich miał być ostatni.



CZĘŚĆ 2



* "Hold me now" by RED


 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Komentarze
dungeons and dragons
 
Agnieszka dnia czerwiec 18 2013 19:04:43
smiley smiley smiley
Agnieszka dnia czerwiec 18 2013 19:09:59
To moje miny po przeczytaniu tego rozdziału.
Cudowne patronusy...
Przepiękne porównanie życia Harry'ego do roztrzaskującego się lustra. Tak plastycznie opisałyście tę scenę, że naprawdę stanęła mi przed oczami, co przy mojej bardzo ubogiej wyobraźni, stanowi dobitnie o Waszym talencie...
Harry przeżył...!
Severus przeżył...!
smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley
Agnieszka dnia czerwiec 18 2013 19:10:48
ŻYCIE JEST PIĘKNE !!!!!!!!
Joanna_113 dnia czerwiec 18 2013 22:41:45
Przyznaję się bez bicia, że najpierw przebiegłam wzrokiem, żeby upewnić się, że przeżyli. Pełne ulgi uff. Przypuszczam, że nie tylko mi się to wyrwało.
Jego okulary leżały tuż obok, a oczy... szeroko otwarte, zielone oczy wpatrywały się tępo w przestrzeń.
Świat pogrążył się w mroku, zalewając oczy Severusa ciemnością gęstszą i zimniejszą niż najgłębsze czeluście. Osunął się na kolana, jakby nagle stracił wszystkie siły i wpółotwartymi ustami próbował złapać haust powietrza, jakby na jego szyi nagle zacisnęła się pętla, nie pozwalając mu złapać tchu.

I pomyśleć, że na początku DI Severus pozwoliłby na to bez mrugnięcia okiem...Mimo tylu fragmentów, które zwracają uwagę w trakcie czytania, takie skojarzenie aż zamachało mi flagą przed oczami. Daleką drogę przeszedł nasz Severus od początku tej historii...
Lena_Xxx dnia czerwiec 19 2013 04:22:21
Wasz wstęp działa zawsze jak podróż świstoklikiem. Zaczyna się go czytać i natychmiast przenosi się do waszego świata, natychmiast wczuwa się w atmosferę. Te pierwsze zdania bardzo wyraźnie zwróciły moją uwagę. Uwielbiam to. Jaka by nie była przerwa między kolejnymi rozdziałami, DI w ciągu chwili wciąga i otacza całym sobą.

Zachwycił mnie i wzruszył jednocześnie moment, w którym Severus wyczarowywał patronusa. Szczęśliwy moment jako Harry mówiący mu, że go kocha uświadamia, że właściwie ten chłopak jest jedynym co Snape'owi się dobrego w życiu przydarzyło. To naprawdę cudowne... A do tego zamiast łani- lew. Wspaniały pomysł. Z kolei wąż Harry'ego owijający się wokół patronusa Severusa, Boże, coś pięknego.
Wiem, że będziemy się kłócić codziennie i może nawet kiedyś się nawzajem pozabijamy.

O nie, nie znajdą już na to czasu... Aczkolwiek uwielbiam podejście Severusa, takie nie naiwne i pozbawione złudzeń.

Piękne jest to, jak wykorzystałyście motyw figurki z lwem i wężem jako patronusów Harry'ego i Severusa. Jakby ich miłość była tak silna, że aż przekładała się na samą magię.
Twarz mężczyzny zmieniła się tak nagle, jakby został porażony prądem. Płonące w oczach szaleństwo przygasło, zastąpione czymś tak... czymś tak gorącym i nieokiełznanym, iż Harry niemal poczuł, jak wdziera mu się pod skórę. Severus przyciągnął go do siebie gwałtownym szarpnięciem i zamknął w uścisku tak silnym, tak pełnym dzikiej zachłanności, iż Harry stracił dech w piersi, zatopiony w jego ramionach, z twarzą wciśniętą w jego obojczyk i wdzierającą mu się do nozdrzy wonią ziół, czując jego dłoń zaciskającą mu się we włosach i przyciągającą jego twarz jeszcze bliżej, jakby Severus próbował wchłonąć go w siebie i nie pozwolić, by jeszcze kiedykolwiek spróbował się od niego oddalić.

To właśnie mój Severus. Taki, jaki pewnie nie byłby do końca nawet w kanonie. Taki, jakiego spotkałam spośród tych wszystkich opowiadań tylko w DI. To esencja ich miłości- porywczość, namiętność, pragnienie. Tak długo na to czekałam... Nie jestem cierpliwa, szybko się nudzę i rezygnuję, dlatego jeszcze nigdy nie śledziłam żadnego opowiadania czy mangi. A DI... nigdy nie zmienię zdania, że to majstersztyk. Dopracowany w najmniejszym szczególe, w którym znalazłam historię najpiękniejszą ze wszystkich, którą mogłyście stworzyć tylko wy. Mogłyście włożyć tę energię w coś innego, ale bez żadnych korzyści podarowałyście nam tyle emocji, ile przynajmniej ja nigdy nie przeżyłam na raz ani w realnym życiu, ani w żadnym wymyślonym.
Wpadłyście na naprawdę ciekawy sposób pokonania Voldemorta. Faktycznie przydało się Harry'emu ćwiczyć Legilimens Evocis. Muszę przyznać, że nie wierzyłam, że mu się uda. Tuż przed pojawieniem się któregoś z kończących rozdziałów skończyłam powtórne czytanie DI i cieszyłam się, że nie znam jeszcze końca, bo nie będę w stanie wrócić do niego znowu, jeśli to się źle skończy, a Harry i Snape nie dostaną tego szczęścia, które nawzajem im się należy jak nikomu. Harry jak zawsze działał impulsywnie i wydawałoby się, że nie miał wcale aż tak wielkiej mocy, by pokonać Voldemorta. Ale tym razem nie wzięłam pod uwagę, że będzie przecież działał ze Snape'm. Jestem tylko z siebie dumna, bo pamiętałam, że ten eliksir ma opóźnione działanie i dzięki temu miałam jeszcze maleńką nadzieję. Podoba mi się pomysł z wykorzystaniem Dementorów. W oryginale nie odegrały znacznej roli w starciu ostatecznym, a tu pomijając, że omal nie zabiły Harry'ego, to pomogły w pokonaniu Voldemorta! Naprawdę macie głowę do tworzenia opowiadań i ich historii.
- To znaczy, że twój... - zawahał się jednak przed dokończeniem zdania, kiedy poczuł na sobie ostrzegawcze spojrzenie mężczyzny. Dokończył je jednak w myślach.

O tak, uwielbiam takiego Snape'a, nie przyzna się choćby fakty mówiły same za siebie.
- Dla mnie nie ma drogi powrotnej.

To jest straszne właśnie. Są bohaterami, nawet jeśli pokonali Voldemorta tylko i wyłącznie dla siebie. Ale nie mogą wrócić. Wiedziałam, że z wami nie będzie tak dobrze czy łatwo. Ktoś chyba już nawet kiedyś wspomniał, że na pewno jeśli będą razem, to nie będzie to i tak radosne zakończenie. Harry musi porzucić świat, który zna, który przecież, zanim pokochał Severusa, był całym jego światem i szczęściem. Ale śmierć tak wielu, a w szczególności Hermiony to dla mnie za wiele. rNie mogła zginąć. Była zbyt inteligentna. Zawsze potrafiła znaleźć rozwiązanie. Nie mogła tak po prostu... nie!r1; Dokładnie to samo myślałam. Wiedziałam, że Harry źle to przyjmie. Wiem, że gdybyście nie uśmierciły nikogo z bliskiego otoczenia Harry'ego, to byłoby to zbyt mało autentyczne, ale wolałabym już aby to był Ron. Doskonałe i wspaniałe tutaj jest porównanie życia Harryr17;ego do roztrzaskanego lustra:
Miał wrażenie, jakby świat wokół rozpadał się niczym potrzaskane lustro, w którym przeglądał się przez całe życie. I pozostała jedynie pusta rama. Którą od nowa będzie musiał zapełnić. Całkowicie nowymi planami. Hogwart. Quidditch. Kariera aurora. Przyjaciele. Czarodziejski Świat. Wszystkie leżały wokół niego, odbijając się w rozbitych odłamkach. Pozostał tylko wysoki, odziany w czerń mężczyzna, stojący naprzeciw niego, po drugiej stronie ramy. Mężczyzna wypełniający Harry'emu cały świat. Świat, który w ogóle by nie istniał, gdyby nie on... Świat, którym Severus się dla niego stał.

Niemal zawsze wasze porównania przyciągają moją uwagę, już kiedyś zresztą to napisałam. Ale to jest tak smutne, tak obrazowe... Pamiętam jak pisałyście, że chcecie pokazać taką miłość, dla której jest się w stanie poświęcić absolutnie wszystko. I się wam udało. Tylko czy nie dałoby się przyjść z ciałem Voldemorta i zostać oczyszczonym z podejrzeń? Owszem, pewnie mało kto by wybaczył Snape'owi i musieliby ukrywać swoją miłość, ale wszyscy którzy walczyli powinni móc dowiedzieć się, jak zginął Voldemort, należą się im wyjaśnienia. Na miejscu Harry'ego tymczasem chciałabym się móc pożegnać ze wszystkimi, nawet jeśli mieliby mu za złe, że wyruszył bez ostrzeżenia na wojnę. Może jednak Snape mógł chociaż podzielić się eliksirami leczniczymi, nawet jeśli to nie w jego stylu?

Opis tego, jak Harry i Snape zmierzają w kierunku lochów i Harry widzi po raz ostatni Hogwart, ścisnął mi serce. Przywodzi mi na myśl rozdział, w którym Harry żegnał się z quidditch'em i miał świadomość, że lada chwila umrze. Mimo że teraz ma Snape'a, mimo że Voldemort jest martwy, jest to wciąż tak samo smutne i poruszające. Straszne jest też to, że Harry był zmuszony zobaczyć wspomnienia Voldemorta, że jest teraz przez nie skalany.

Boję się wiedzieć, jak wyglądałoby wasze Bad end! Choć bałam się, że rozdzielicie ich nawet jeśli obaj przeżyją, to muszę przyznać, że ten koniec ma i tak bardzo dużo smutnych okoliczności.
- Gdybyś mnie znał, to wiedziałbyś, że nic mi tak nie działa na nerwy jak paplający bez sensu Gryfoni - warknął chłodno, odsuwając się od niego i poprawiając szatę. - Zbieraj się! - rozkazał, odwracając się do Harry'ego plecami.

Aż zawyłam z uciechy! Kocham was za to! Uwielbiam porównywać Severusa z początku DI z Severusem powoli zakochującym się w Harry'm i wreszcie z Severusem, którego Desiderium Intimum stał się Harry. Pomyśleć, że udało się wam nie zmienić jego postaci, charakteru, stylu bycia- niczego, a jednocześnie tchnąć w niego tak silne uczucie. Tak samo jak i Harry jest wciąż sobą.

Nieco się rozpisałam, toteż komentarz do drugiej części napiszę pod drugą częścią. Ten pisałam pół nocy, więc zrobię to jak już pośpię, ale chcę ostrzec, że specjalnie komentowałam na bieżąco, aby nic mi nie uciekło, więc jeśli pojawiły się jakieś nieścisłości w tym, to poprawię je w drugim komentarzu.
krystynkak dnia czerwiec 20 2013 18:29:50
Sever żyje, Harry też, więc z przyjemnością zawsze wrócę do tego opowiadania.....dzięki i czekam na wiecej.....oczywiście po jakimś czasie
sliwka333 dnia czerwiec 24 2013 21:21:41
Postanowiłam, iż ostatni rozdział DI będzie moją nagrodą za ostatnią sesję. Ale przyznam szczerze, że bałam się tej nagrody, i mimo iż pierwsza część rozdziału już za mną, nadal się boję... no ale po kolei.
Jak zwykle, aby wejść w świat i wyjątkowy nastrój DI, czytanie ostatniego rozdziału zaczęłam od czytania przedostatniegosmiley (wychodzę z założenia, że DI nigdy nie za wiele). Pełna obaw i przerażenia pochłaniałam kolejne zdania. I właśnie z tego strachu czytanie tej części rozdziału zajęło mi jakieś trzy razy więcej czasu niż normalniesmiley bałam się przechodzić do kolejnych akapitów! czułam się jakbym krążyła po labiryncie i w każdej chwili może wyskoczyć na mnie potwór (czyli informacja o śmierci któregoś z chłopcówsmiley ) a może po prostu mój umysł podświadomie chciał się rozkoszować każdym wyrazem, każdym zdaniem, każdym akapitem. bo w końcu to już prawie koniec. a warto nadmienić, iż jak zwykle było się czym rozkoszować...
W czasie czytania emocje moje szalały. Z pełnego napięcia, strachu, rezygnacji przechodziłam wraz z kolejnym zdaniem w histeryczny śmiech... co to opowiadanie ze mną zrobiło.
jak czytałam rozdział, miałam tyle rzeczy do powiedzenia Wam, kochane autorki, a teraz tak bardzo nie mogę pozbierać myśli...
powiem tylko, że mimo tego, iż bardzo się cieszę że i Sev, i Harry przeżyli, to gdzieś tam z tyłu głowy czai mi się potwor i mówi: to jeszcze nie koniec... nie ciesz się...
Ja natomiast ufam w Wasze dobre serduszka i liczę na to, iż nie pozbawicie mnie tej radości ze szczęścia naszych chłopaków...
z drżeniem serca zabieram się za drugą część.
P.S. Znalazłam literówkę!smiley pisałam Wam już kiedyś, że jako iż ciągle Wam słodzę, to staram się chociaż wynajdywać literówki, żeby mieć się do czego przyczepićsmiley ale jako iż Wasze dzieło ociera się o perfekcje w każdym aspekcie, nigdy mi się to nie udało. aż do dzisiaj! mój trud skończon smiley
Słyszał spokojny oddech Severusa owiewający my czubek głowy ciepłymi podmuchami.
P.S.2. czy ten komentarz ma jakiś sens? no ale nic. lecę do części drugiej.
do przeczytania! sliwka
Morsmorde dnia maj 26 2014 18:55:28
Szczerze mówiąc ja jestem w szoku. Nie mówię o całym rozdziale ale o jego zakończeniu... Czuję smutek, a jednocześnie niesamowitą ekscytację...dziwne połączenie...cóż czytam dalej, jestem ciekawa zakończenia, a jednak nie chce go!!! Boże... Ludzki umysł wciąż mnie zaskakuje mogąc odczuwać takie sprzeczności...
ewelina250395 dnia marzec 01 2015 20:17:14
smileysmileysmileysmileysmiley Super smiley Harry i Severus przeżył smiley Złe wspomnienia nie zniszczyły Harrego i nigdy go nie zniszczą, o Severus zawsze będzie czuwał. Smutno się zrobiło, gdy Harry dowiedział się o śmierci Hermiony,ale znowu Severus go uratował smiley Muszą uciec, ciekawe gdzie się udadzą, żeby nikt nigdy już im nie zagroził. Jeszcze raz mówię niesamowity rozdział smiley
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Dodaj komentarz
dungeons and dragons
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Oceny
dungeons and dragons
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 100% [3 Głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Logowanie
dungeons and dragons
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Ważne
dungeons and dragons
 
Każdy, kto ma problem z edycją swojego profilu, z pewnością używa przeglądarki Mozilla, która blokuje edycję profilu. Jeżeli chcecie coś zmienić - obrazek, dane, itd. musicie to zrobić z przeglądarki Internet Explorer.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Ankieta: Ulubiony rodział DI
dungeons and dragons
 
WASZ ULUBIONY ROZDZIAŁ
"Desiderium Intimum":


1) "You have no idea" (34)
2) "Jealousy" (32)
3) "The Birthday" (21)
4) "The Punishment"(25)
5) "Intoxication" (17)
6) "Let's get a party!" (33)
7) "Christmas Time" (35)
8) "Kinky games" (30)
9) "Depression" (20)
10) "Satisfaction" (9)

ZAGŁOSUJ TUTAJ NA PIĘĆ ULUBIONYCH ROZDZIAŁÓW
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Shoutbox
dungeons and dragons
 
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Dziewczynka
01/12/2018 20:40
Adain bardzo dobre pytanie, ja ostatnio sobie przypomniałam o polskich forach, wchodzę na GPZP a tu zonk ;p

Dziewczynka
01/12/2018 20:39
Voldemort po godzinach ;0 https://twitter.com/flawd
amaniac/status/1049107413
939277824


Adain
16/10/2018 23:47
Czy ktoś orientuje się co stało się z Gospodą i czy planowane jest wznowienie? Regularną czytelniczką nie jestem już od kilku lat, ale zawsze ze wzruszeniem sprawdzałam, co słychać na forum :<

Rasia
08/08/2018 00:10
O ile dobrze pamiętam występował tan Snape ale nie pamiętam w jakiej roli. Kojarzy toś tytuł? Z góry dziękuję za pomoc

Rasia
08/08/2018 00:10
Dodatkowo coś było o tym, że ta rodzina w szkole organizowała takie spotkania gdzie wyjaśniali uczniom z mugolskich rodzin różne pojęcia z świata czarodziejów. O ile dobrze pamiętam występował tan Sna

Rasia
08/08/2018 00:09
Kojarzę, że Harry został wyrzucony przez ciotkę. Potem okazuję się, że jego mama należała do rodziny czystej krwi i miała brata, który dał Potterowi nowe imię i nazwisko. Dodatkowo coś było o tym, że

Rasia
08/08/2018 00:04
Dobry wieczór. Mam takie pytanie. Od pewnego czasu poszukuję opowiadania, które kiedyś czytałam ale zapomniałam tytułu. To było jakiś rok temu więc nie bardzo pamiętam o czym to opowiadało. Kojarzę, ż

Lena_Xxx
17/06/2018 13:03
Dziewczyny, wiecie, co się stało z Gospodą pod złamanym piórem? Zlikwidowano to forum, czy jak? T.T

Samantha MSF
11/05/2018 22:56
I hoped to re-watch all DI trailers, but many of them seem to not work any more smiley Any chance of re-uploading them? I remember that 27 seconds one, with the Vision... so beautiful

Carima
10/05/2018 18:14
siebie istnieć. Chyba dlatego tak bardzo kocham ten ff. (kiedy czytałam po raz pierwszy, jeszcze nie znałam mojej drugiej połówki, więc to już chyba we mnie siedziało ;p)

Carima
10/05/2018 18:13
Hihi uświadomiłam sobie, jak czytałam w zeszłym roku, że związek Harry'ego ze Snapem w DI trochę przypomina mój własny związek. Też jesteśmy dla siebie toksyczni do bólu, a nie potrafimy bez siebi

Carima
10/05/2018 18:09
O widzę, że się pojawił ruch na shoutbox akurat w tym roku smiley Właśnie wracam przeczytać całość po raz trzeci. Aż się wzruszyłam widząc nową dyskusję smiley

CielP
31/03/2018 00:44
Ludziki kochane, każdy z nas ma swoje życie Ale zajrzeć tutaj po takim czasie... serio aż mnie w dołku ściska <3

kopciurek
25/03/2018 04:00
XD a ja się od kilku lat zastanawiam czy Wy wciąż razem jesteście, ale przecież nie napiszę do żadnej z takim pytaniem xD Cieszę się bardzo, dziewczyny! Buziaki!

Homonim
08/03/2018 21:01
Wie ktoś może co z hpforum się stało?

Homonim
08/03/2018 21:00
Taak, popieram, to byłoby niesamowite. A DI jest w moim życiu już od 3 lat, raz na rok wracam do tego cuda.

Jestemchora
09/02/2018 21:50
O mój boże! Jeśli po tylu latach zostałyby napisane jeszcze inne części chyba rozpłynęłabym się w środku. Kocham do tego wracać, bo za każdym razem budzi we mnie tak silne emocje jak za pierwszym raze

arielgobuss
31/01/2018 19:28
serdecznie Was pozdrawiamy. Całusy, Ariel & Gobuss

arielgobuss
31/01/2018 19:27
zaglądacie. DI było częścią naszego życia, ba, raczej jego centrum, przez ponad 4 lata , a Wy razem z nim. Dziękujemy za wszystkie miłe słowa i jeżeli ktoś z Was jeszcze kiedyś tu zajrzy, to serdeczni

arielgobuss
31/01/2018 19:27
że główny bohater, (alter ego Snape'a) jest dwa razy bardziej intensywny (w każdym znaczeniu tego słowa) niż Snape z DI. I nawet nie wiedziałyśmy, że to możliwe smiley Cieszymy się, że wciąż tu zaglą

Archiwum
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

Copyright © 2006

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie